Sprawa z życiem
jest dość prosta – rodzisz się, rośniesz, uczysz się ,
doświadczasz, dorastasz, wydaje Ci się że jesteś dorosły, dalej
się uczysz, dalej doświadczasz, stwierdzasz że jednak gówno wiesz
i dopiero wtedy jesteś dorosły. Proces myślowy niestety nie jest u
nas zbyt szybki, więc potrzebujesz jakieś 20 lat żeby zacząć
używać mózgu.
W tym całym
rozwoju, dojrzewaniu, etc. jest jeden szkopuł. Mianowicie żadnej z
wymienionych przeze mnie na początku rzeczy, samemu byś nie zrobił.
Bo to rodzice na początku dbali żebyś miał co jeść, żebyś nie
leżał osrany i obrzygany. Potem oni pomagali Ci robić pierwsze
kroki, uczyli trafiać do sedesu i lecieli na ratunek gdy dział się
akurat jeden z miliona końców świata.
Na szczęście potem
nie przychodzą z pretensjami. Nie wyrzygują Ci, że zamiast zająć
się sobą, poświęcili się wychowaniu Ciebie, że ich zachcianki
zeszły na 30 plan. Na szczęście.
Bo jak zadośćuczynić
Matce, kobiecie która dała Ci życie? Za ból, rozstępy, utratę
swojego dotychczasowego wyglądu i życia. Wszystko po to, żeby
wydać na świat człowieka, który 14 lat później i tak stwierdzi
że jej nienawidzi? Normalnie interes życia :)
Jednak coś musi w
tym być skoro już tu jesteśmy :)
Może z tym byciem
rodzicem nie jest tak źle…?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz