Będąc
na fali swojego własnego słowotwórstwa i słowolejstwa, jak
również ulegając całkowicie pięknu dnia wczorajszego,
stwierdziłem że wystarczy zamknąć galerie handlowe, żeby lud
wyległ na ulice!
(zdjęcie jest akurat sprzed nowego gmachu PG i nie ma nic wspólnego z opisaną wyżej i niżej sytuacją ;) )
Ale jak
to zamknąć? Kiedy ja kupię telewizor?! Kiedy wymienię odkurzacz i
czemu nie mogę kupić dziś produktów pierwszej potrzeby jak nowa
koszula, czy niezbędne akurat dziś buty trekkingowe…?!?!
Nagle
okazało się chyba, że w mieście są kawiarnie do których można
pójść, przestrzenie publiczne, w których można spędzić czas
niekoniecznie łażąc jak zombie na zakupach, czy też (o zgrozo!)
plaża gdzie można zabrać swojego Małego Człowieka. Dawno nie
widziałem takich tłumów na Starówce (nie uwzględniając imprez
plenerowych oczywiście :) ), czy bulwarze nadmorskim. Wystarczyło
zamknąć sklepy, żeby móc zaobserwować więcej uśmiechniętych i
radosnych ludziów, tak po prostu na spacerze, bez pośpiechu. Fajnie
by było częściej widzieć takie obrazki… :)
A nowy
telewizor kupisz jutro. Świat się nie zawali jak swoją potrzebę
konsumpcji zaspokoisz dzień później :)

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz